Rozdział [ 43 ]

Podeszłam do drzwi i biorąc głęboki wdech i naciskając klamkę otworzyłam je. Do domu wszedł mój brat.
- Cześć Kat, kupiłem trochę rzeczy, ciotka Lily za niedługo powinna przyje...
Stanął jak wryty, był jakby załamany, ale kiedy tylko przyjrzał mi się dokładniej po prostu się uśmiechnął, a w jego oczach pojawiły się łzy. Nic nie mówiąc rzucił siatki z zakupami i przytulił mnie dość mocno, tak że nie mogłam w pewnym momencie oddychać.
- Braciszku zaraz mnie udusisz. - rzuciłam ciężko.
- Nie mógłbym. - odparł puszczając mnie i znów wbijając wzrok we mnie. - Co się stało? Nie wychodziłaś z łóżka przez tak długi okres, cały czas spałaś, nie rozumiem.
- Nie będę całej zasługi przypisywała sobie, bo to dzięki dzieciakom stanęła znów na nogach. - odparła Grace stojąc na schodach.
- Grace, mogłem się spodziewać że twoja wizyta coś zdziała w tej sprawie, jednak nie wiedziałem, że stanie się to w tak błyskawicznym tempie.
- Jak mówiłam to nie tylko moja zasługa, ale również jej wspaniałych przyjaciół. Lily masz tu trochę pieniędzy zrób się na bóstwo. - rzuciła schodząc na dół, podchodząc do mnie i wręczając mi kopertę do rąk.
Wyszczerzyłam się do brata wymijając go razem z przyjaciółmi, chyba nie zauważył że to był bardzo sztuczny uśmiech. Wyszliśmy z domu od razu skierowaliśmy się w stronę przystanku i tam chwile czekaliśmy na autobus, było zimno, nawet bardzo, ale widok moich bliskich, których przepełnia nadzieja, że mój stan psychiczny się chyba polepsza pozwalał mi nie odczuwać chłodu, wręcz przeciwnie czułam niesamowite ciepło płynące prosto od nich. Kiedy weszliśmy do busa ja jak zwykle patrzyłam przez okno, nie odzywałam się, za to reszta gadała jak najęta. Dopiero gdy zadano mi pytanie oderwałam się od przemyśleń nad problemami jakie mi ciążyły.
- Tęsknisz za nim? -zapytała Nina.
- He? Za kim, Justinem?
- No raczej że o niego pytam.
- Oczywiście, że za nim tęsknie, ale...
- Ale, jest jakieś ale? Nie powinno go być, halo jesteście idealną parą, wszystko teraz powoli będzie wracać do normy, jestem tego pewna. Tym psycholem nie musicie się już przejmować, jesteś bezpieczna.
- No a Vicky?
- Price może Cię pocałować w cztery litery, a jak będzie robić problemy to ja się nią zajmę. Masz zrzucić z siebie tą skórę trupa i masz żyć, żyć dla swojej rodziny, nas, Justina, a przede wszystkim dla siebie, nie możesz się załamywać rozumiesz?
Pokiwałam głową, skoro wszyscy ode mnie tego oczekują, raczej nie powinnam ich zawieść, wyszłabym na samolubną, a wcale taka nie jestem. Muszę to też zrobić dla siebie, przecież nie mogę trwać cały czas w takim jednym punkcie w mojej psychice, użalać się nad sobą jaka to ja biedna nie jestem. No cóż stało się, było to straszne i okropne przeżycie, ale trzeba teraz iść dalej naprzód przed siebie, nie mogę tak po prostu dać się zniszczyć, to by nie było w stylu Lilyane McFly, która w pierwszy dzień szkoły nie bała postawić się Vicky Price i przeżyła spotkanie ze swoim idolem, aktualnie ze swoim chłopakiem, którego cholernie kocha i bardzo za nim tęskni, aż ma ochotę wtulić się w jego ramiona i zostać w nich na wieczność. Uśmiechnęłam się do siebie tak, że zauważyli to moi przyjaciele, zorientowałam się po tym iż ich rozmowy umilkły. Spojrzawszy na nich nie wiedziałam czy mam coś powiedzieć, ich miny były naprawdę dla mnie niezrozumiałe.
- Co się tak uśmiechasz? - zapytała Nina.
- Tak jakoś... Po prostu przemyślałam parę rzeczy o których wspomnieliście i postanowiłam parę rzeczy.
- Oh, czyli to nie był jeden z tych uśmiechów marzących o pewnym osobniku.
Zastanawiające skąd NJ tak doskonale trafiła, nawet nie zasugerowałam niczym, może po prostu zna się na rzeczy. Nawet niezorientowanym się że już byliśmy na miejscu. Wysiedliśmy z pojazdu i skierowaliśmy się do centrum handlowego. Od razu zostałam pociągnięta do jakiś sklepów z ciuchami. Nina razem z Kat rzuciła się na różne ubrania wyrzucając je prosto w moją stronę siedziałyśmy tam z dobra godzinę, biedny Jeydon nie wiedział co ze sobą zrobić, podobnie jak ja. Kiedy w końcu dziewczyny wybrały mi jakieś ciuchy, otworzyłam kopertę by sprawdzić czy mnie na to wszystko stać. Otworzyłam szeroko oczy... Oj uwierzcie że było mnie stać, chyba ciotka Grace nie wie co to znaczy trochę pieniędzy.
- I co możesz kupić te ciuchy czy nie?
- No raczej że mogę, wygląda na to że Grace ma sporo kasy, zobaczcie to nie wygląda na trochę. - powiedziałam pokazując zawartość koperty.
Moi drodzy przyjaciele zaczęli się uśmiechać i spoglądać na siebie, a następnie skierowali swoje spojrzenia wprost na mnie, to nie były zwykłe spojrzenia wręcz przeciwnie, przerażały mnie, czy oni zawsze muszą w taki sposób wpadać na nadzwyczajne pomysły, kiedyś dostanę przez nich zawału. Zakończyliśmy zakupy w tym sklepie i przeszliśmy do następnych, dziewczyny czuły się jak w raju, ja i Jey niestety nie. Po kilku godzinnych zakupach i sporej ilości wydanej kasy, nie miałam już nawet siły chodzić więc Kat zaproponowała, że wpadniemy do salonu piękności, nie rozumiałam po co to wszystko było, znaczy wiedziałam że miałam się niby po tym lepiej poczuć, ale tak wcale nie było. Weszłam do małego pomieszczenia, w którym niesamowicie pachniało, to już było lekko relaksujące.
- Lily potrzebuje pełnego rozluźnienia i ładnego makijażu na koniec. Tylko tak żeby ona nie widziała się w lustrze na razie, efekt końcowy ma zobaczyć na samym końcu. - odparła stanowczo Nina do kobiety która miała się mną w tej chwili zająć.
- Nie ma problemu. - uśmiechnęła się. - To na jakąś specjalną okazję? Urodziny? - zapytała.
- Nie, po prostu chce sobie poprawić humor.
- Musimy was opuścić. - powiedziała zamykając drzwi od pokoju. - Będziesz musiała się rozebrać, zrobię Ci masaż nic wielkiego, a potem zajmę się twoją blada cerą żeby wyglądała żywiej i nałożę idealny makijaż.
- Mam się rozebrać?! - na samą myśl pokazania mojego ciała z bliznami przeszły mnie dreszcze. - Czy to jest konieczne?
- Nie zrobię Ci masażu w tych ubraniach, pobrudziłyby się. Tu masz ręcznik owiń się w niego i połóż, a ja przygotuje specjalne balsamy.
Zerknęłam na nią i gdy tylko znikła w drugim pokoju szybko ściągnęłam nowe ciuchy położyłam je na krześle, następnie owinęłam się w ręcznik i położyłam na miękkim stole. Kobieta wróciła z jakimiś maściami i spojrzała z uśmiechem na mnie. Po chwili czując jej dotyk, pomału partie mojego ciała rozluźniały się. Kiedy najechała ręką na jedną z blizn, zatrzymała się na chwilkę, zerknęłam na nią, lecz ta widząc to uśmiechnęła się jeszcze szerzej i powróciła do masażu. Miło z jej strony że nic nie napomniała o moich szramach, dzięki temu nie musiałam się dodatkowo stresować i przerywać tak przyjemnej chwili. Gdy tylko zakończyła tą część, wyszła na chwilę abym mogła się ubrać. Potem przeszła do pielęgnacji mojej twarzy i do makijażu. Po jakiejś dwugodzinnej ‟terapii‟ byłam gotowa. Szczerze powiedziawszy muszę przyznać, że czułam się jak nowo narodzona, rozluźniona starałam się nie myśleć o przykrych rzeczach. Zapłaciwszy i podziękowawszy za dobrą robotę wyszłam stamtąd i widząc reakcje przyjaciół uśmiechnęłam się szeroko, tak samo jak oni.
- Wyglądasz bosko, te nowe ciuchy makijaż. - rzuciła Kat. - Gdzie się podział ten trup? - zaśmiała się.
- Został w gabinecie.
- Wiesz wydaje mi się że czegoś Ci jeszcze brakuje. - powiedział Jey robiąc przy tym zadzianą minę.
Nie wiedziałam o co im chodzi, zaczęłam się rozglądać, to naprawdę było podejrzane. W pewnym momencie zauważyłam kogoś siedzącego na krześle w poczekalni, miał czarne okulary, założoną czapkę i do tego kaptur na głowę, przez co kompletnie nie widziałam twarzy, jednak postać wydawała mi się znajoma nawet bardzo. Niepewnie podeszłam do siedzącego chłopaka, a przy tym moje serce biło jak oszalałe. Przyjaciele patrzyli się cały czas na mnie. Byłam coraz bliżej tego osobnika. Wyciągnęłam rękę w jego stronę, powoli moja dłoń zmierzała w kierunku jego głowy by ściągnąć z niego to wszystko i dowiedzieć się kim jest. Byłam już tak blisko, gdy nagle zostałam chwycona przez niego za nadgarstek. Wstał, stanął tuż przede mną, nie puszczał mnie. Wydawało mi się, że moje serce zaraz po prostu wyskoczy mi z piersi. Przyciągnął mnie zdecydowanie do siebie tak że jego usta były przy moi uchu. I wtedy właśnie wypowiedział to słowo...
- Hej wyjątkowa. - rzucił szepcząc i zakańczając to niesamowitym uśmiechem.
Nagle moje oczy się zaszkliły i poleciało mi kilka łez, stało się to niekontrolowanie, nie byłam w stanie tego powstrzymać. Justin widząc to puści moją rękę i kciukiem wytarł lecącą łzę po moim policzku, przymknęłam oczy, czując jego dotyk właśnie wtedy najbardziej się rozluźniłam, tego mi było trzeba, ale dlaczego tak wcześniej uciekałam? Nie mam pojęcia... Przecież to dzięki niemu czuję się tak wspaniale, tak bezpiecznie... Tak wyjątkowo.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że tu jesteś. - odparłam drżącym głosem.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że w końcu wyszłaś z domu do świata żywych. - powiedział nie przestając się uśmiechać.
- Byłam aż tak bardzo martwa? - zapytałam żartobliwie.
- Przerażająco martwa, nawet nie chciałaś mnie widzieć.
- Przepraszam ja...
- Nie przepraszaj to nie twoja wina.
Wpatrywał się we mnie jakby patrzył na złoto, jego oczy przepełnione radością nie odrywały się od moich. Bał się, ale nie miał mi za złe, czy można wymarzyć sobie lepszego chłopaka od niego? Chyba nie, nawet nie mam zamiaru. Liczyłam tylko na to iż wszystko się ułoży, musi, nie dopuszczam do siebie innej myśli. Skoro wyszłam z łóżka, ogarnęłam się w pewnym stopniu, wyszłam na zewnątrz i spotkałam z Justinem, może to ostatnie było z zaskoczenia, ale gdyby tak się nie stało nie miałabym odwagi się z nim spotkać. Wiedziałam, że to pomysł moich przyjaciół, nie miałam im tego za złe, wręcz przeciwnie, byłam im wdzięczna iż pomogli mi zrobić tak trudny dla mnie krok.
- Skoro już zrobiliśmy swoje i udało nam się osiągnąć nasz cel, możemy was teraz opuścić byście mogli się sobą nacieszyć. - rzuciła Kat. - A przede wszystkim porozmawiać na dręczące was tematy. - po chwili dodała podchodząc do mnie i uśmiechając się do nas dając Bieberowi znak iż coś mnie męczy.
Przyjaciele w mgnieniu oka znikli z naszego pola widzenia, ulotnili się tak szybko jak tylko potrafili. Właśnie wtedy też poczułam się dość niekomfortowo, wiedziałam że Justin od razu zajarzył o co chodziło Rain. Jego mina mówiła wszystko.
- Idziemy? - zapytał zmieniając ton głosu.
- Nie ma tu nigdzie twojego ochroniarza, tak po prostu pozwolono Ci wyjść bez niego?
- Nikt nie wie, że tu jestem.
- Okeeej... Nie boisz się że twoje fanki nas zobaczą, a przede wszystkim ciebie zobaczą i rzucą się za nami w pościg?
- Jestem zbyt dobrze zamaskowany żeby ktoś mnie rozpoznał, kaptur, czapka, czarne okulary. - odparł pewny siebie.
- Chciałaś chyba o czymś pogadać.
- Ja? Nie skądże. - zaśmiałam się, prychając co chwilę. - Skąd takie podejrzenia?
- Intuicja mi podpowiedziała, no ale skoro nie chcesz, nie będę naciskał...
Westchnęłam i wywinęłam zadziornie oczy. Szatyn pokręcił delikatnie głową i chwytając mnie ponownie za rękę przyciągnął do siebie. Zaczęłam bezwarunkowo chichotać, wydaje mi się że to był naturalny odruch, którego się całkowicie nie spodziewałam. Był strasznie blisko, delikatnie wygięłam się do tyłu czując jak mnie podtrzymuje za plecy, od razu chłopak przechylił się w moją stronę i musnął mnie wargami po policzku. Położyłam ręce na jego karku i przytykając jego czoło do mojego spojrzałam mu głęboko w oczy, najgłębiej jak tylko potrafiłam.
- Brakowało mi przez pewien czas czegoś. - powiedziałam szeptem.
- Czego? - zapytał co chwilę opuszczając wzrok na moje usta.
- Ciebie... - wypowiadając to poczułam że moja twarz promienieje i nie miało to nic wspólnego z dobrym makijażem, nawet bez niego w tym momencie tak by się stało.
Powoli pochylił głowę w prawo i podnosząc rękę, położył mi ją na policzku, aż przeszedł mnie przyjemny dreszcz. Delikatnie otworzył usta i przybliżył się do moich. Czułam że tego chcę, pragnę go pocałować, właśnie teraz. Może przed chwilą miałam wątpliwości, jednak teraz jakby znikło wszystko, pomimo tysięcy ludzi którzy przemykali przez galerię, widziałam tylko nas. Kiedy już miałam go pocałować, zorientowałam się że ktoś nas obserwuje. Położyłam szybko rękę na moich ustach, na co Justin się trochę zdziwił, dopiero gdy dałam mu znak oczami iż ktoś na nas patrzy, spojrzeliśmy oboje na tą osobę... Była nią masażystka, opierała się o framugę drzwi i patrzyła jak miziam się z moich chłopakiem w jej poczekalni. Co za upokorzenie...
- Jednak była okazja, mam nadzieję że twój chłopak jest zadowolony z mojego dzieła.
- Ależ oczywiście że jestem, dlatego też nie mogłem się jej oprzeć, wykonała pani świetną robotę.
Zrobiłam się czerwona, Bieber widząc moje speszenie, postanowił tak po prostu wyjść stamtąd, chwycił mocno moją dłoń i pociągnął mnie za sobą. Opuszczając to pomieszczenie widziałam tylko rozbawioną kobietę.
- Co za wtopa...
- Nic złego przecież nie robiliśmy. - zaśmiał się.
- Nie no nic tylko się na mnie rzuciłeś...
- Jesteś tak piękna w tym makijażu, że nie mogłem się powstrzymać. - rzucił żartobliwie.
- Czekaj, czekaj czyli bez tego makijażu nie rzuciłbyś się na mnie? - zdziwiłam się.
- Nie dotknąłbym Cię nawet kochanie, byłaś martwa, trup, pamiętasz? - zaczął się śmiać.
Wyrwałam się mu i stanęłam w miejscu, udając obrażoną. Nie miałam zamiaru się stamtąd ruszyć do puki mnie nie przeprosi.
- Co ty robisz? - zerknął na mnie.
- Nie tknąłbyś mnie tak? - spojrzałam na niego wzrokiem mordercy.
- Przecież żartowałem, daj spokój, chodź już no... - stanął przede mną jakiś metr.
- Zmuś mnie. - powiedziałam stanowczo mrużąc oczy.
- Nie chcesz tego, nie tutaj, nie przy ludziach. - zaczął ruszać dziwacznie brwiami na co w ogólne nie miałam zamiaru reagować. - Lily zmuszę Cię jak stąd wyjdziemy.
- Nie, masz mnie zmusić żebym stąd wyszła... Nie rozumiesz? Przez tak długi czas siedziałam w domu, nie jestem w stanie wytrzymać ani chwili dłużej bez twojego dotyku, obecności, nie obchodzą mnie ludzie. - czy ja to powiedziałam? Ja? Przecież kilka godzin temu bałam się o to co ludzie powiedzą gdy zorientują się, że Justin Drew Bieber nie jest wolny, że ma dziewczynę, że tą dziewczyna jestem ja, a teraz jakby mi to zwisało.
- Okej, niech Ci będzie sama tego chciałaś.
Nie wahając się podszedł powoli do mnie cały czas patrząc mi w oczy, cofnęłam się trochę jednak po chwili poczułam poręcz o którą się oparłam, nie mogłam nigdzie uciec. Znów zbliżył się do mnie, jednak teraz nie czekał na nic, wbijając wzrok w moje usta od razu się na nie rzucił, było widać że jemu też mnie brakowało. Umiejętnie otworzył moje językiem, sprawiając mi przy tym przyjemność, nie opierałam się jak dawniej, po prostu się rozluźniłam i czerpałam radość z tej chwili, z chwili w której wszystko zaczyna się uporządkowywać, wszystko wraca do normy. Nie przejmowałam się ludźmi którzy nas mijali, było to dla nich normalne zjawisko, dwoje zakochanych nastolatków całuje się, może było to z lekka niestosowane, bo to miejsce publiczne jednakże nikt nie zwracał na nas uwagi. Nieoczekiwanie zahaczyłam ręką o daszek jego czapki, która zsunęła się razem z kapturem, na dodatek strąciła okulary. I właśnie wtedy poczułam się jakby cała galeria w tym właśnie momencie skupiła na nas uwagę. Przerwaliśmy pocałunek, przerażenie jakie mnie ogarnęło, to uczucie nie byłam w stanie go opisać.




Od  autorki: No i mamy 43 rozdział, mam nadzieję że się podoba, wkrótce podam informację dotyczącą YOLO o której kiedyś wspominałam :)

 30 komentarzy = NN
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Jeśli już przeczytałaś/eś rozdział, proszę zostaw w komentarzu swoją opinię :)